godz. 20:09 - niedziela 15 Grudzień 2019

Dzieje kolei krwią pisane

Katastrofa pod Kędzierzynem-Koźlem z 1939 roku do dziś zajmuje pierwsze miejsce w czarnych statystykach na Śląsku. Przez minione dziesięciolecia w całym kraju dochodziło jednak do ogromnych tragedii na torach. Oto przypomnienie największych z nich.

» Katastrofa kolejowa pod Otłoczynem.

Straszliwe zderzenie dwóch pociągów pod Szczekocinami po raz kolejny dowiodło, że mimo postępu techniki życie i zdrowie dziesiątek ludzi wciąż zależy od profesjonalizmu pracowników kolei. Pod tym względem od początku istnienia tego środka transportu nie zmieniło się nic, a w historii pełno jest przykładów potwierdzających, że błąd człowieka to wspólny mianownik większości katastrof. 12 listopada 1939 roku miała miejsce największa katastrofa kolejowa w dziejach Śląska. W Sukowicach zderzyły się wtedy dwa pociągi, a tragiczny bilans tego zdarzenia to niemal 50 zabitych i 80 rannych. Wiele osób, które przeżyły katastrofę pozostało kalekami do końca życia. OCALELI, BO POSZLI NA PIECHOTĘ Dramat rozegrał się w niedzielę wieczorem. Pogoda była tego dnia piękna, lecz załamała się w godzinach wieczornych. Zaczął padać gęsty śnieg, wiał zimny wiatr. W takich warunkach kilkanaście minut po godzinie 19.00 na stację w Sukowicach dotarł pociąg zmierzający z Baborowa do Kędzierzyna. Był przepełniony, gdyż podróżowała nim m.in. liczna grupa żołnierzy 84. pułku piechoty Wehrmachtu. Wojskowi po raz pierwszy od niemieckiej napaści na Polskę otrzymali tego dnia niedzielne przepustki i koleją powracali do jednostki, stacjonującej od trzech lat w Koźlu. Tymczasem na peronie w Sukowicach do wagonów chciał się dostać spory tłum podróżnych, wśród których większość stanowili pielgrzymi powracający z odpustowej uroczystości w pobliskim Zakrzowie. Religijna uroczystość, związana z poświęceniem miejscowego kościoła, była okazją także do uzupełnienia domowych spiżarni na przykościelnym targu, gdyż w III Rzeszy prowadzącej od dziesięciu tygodni wojnę z Polską, niełatwo było o podstawowe artykuły spożywcze, z których wiele sprzedawano jedynie na kartki. Ludzie obładowani pakunkami pchali się jeden przez drugiego, ale wielu zostało zmuszonych do powrotu w kierunku Długomiłowic i Koźla na piechotę. Mimo bardzo złej pogody już po kilku minutach przekonali się, że czuwała nad nimi opatrzność. Skład do Kędzierzyna planowo miał wyruszyć z Sukowic o 19.18, ale ze względu na kłębiący się na peronie tłum odjazd nastąpił z kilkuminutowym opóźnieniem. JAK ZWYKLE ZAWINIŁ CZŁOWIEK Zawiadowca stacji Emanuel Rzyczyński zezwolił na to, mimo że kilka minut wcześniej wpuścił na ten sam tor pociąg jadący z Kędzierzyna do Baborowa. Gdy wrócił do kasy, by sprzedawać bilety uświadomił sobie, jak straszliwy błąd popełnił. Wybiegł natychmiast na peron i zaczął gonić pociąg, lecz ostatnie wagony były już kilkadziesiąt metrów od stacji, a jadący w nich ludzie nie spostrzegli kolejarza, wymachującego rękami i krzyczącego, by zatrzymać pociąg. Tragedia była nieunikniona. Oba składy zderzyły się z ogromna siłą ok. 500 metrów od stacji w Sukowicach. Lokomotywy wbiły się w siebie tak głęboko, że niemożliwe było ich rozłączenie. Jadące za nimi wagony także uległy poważnym zniszczeniom, a wiele rozpadło się na części. Natychmiast rozpoczęła się akcja ratownicza z udziałem miejscowych strażaków. Wyciągali oni rannych, co chwila napotykając na ofiary śmiertelne. Zmarłych tymczasowo składano w stodołach należących do okolicznych gospodarzy. Wiele trupów było pozbawionych kończyn, a nawet głów, część ofiar pochowano bez znacznych fragmentów ciała, których nie udało się odnaleźć w zwałowisku lub dopasować do konkretnych osób. W identyfikacji zwłok brali udział lekarze, policjanci oraz komisja Czerwonego Krzyża. Dotarcie do części poszkodowanych, którzy przeżyli zderzenie było niemożliwe do czasu przybycia specjalnego pociągu ratowniczego (Lazarettzug) z Raciborza, dlatego ludzie umierali w straszliwych męczarniach. Ówczesna prasa skwapliwie odnotowała, że na miejscu stawił się oddział ratunkowy hitlerowskiej partii NSDAP. MASZYNISTA OSTATNIĄ OFIARĄ Umierającym ostatniej posługi udzielał ksiądz Waletzko z Długomiłowic, który pełnił też rolę psychologa i pocieszyciela pozostałych przy życiu pasażerów zmiażdżonych pociągów. Wielu z poszkodowanych miało oderwane kończyny i poważne obrażenia wewnętrzne, w wyniku czego zostali kalekami do końca życia. Później przez długie lata, także po wojnie walczyli o renty i odszkodowania od niemieckich kolei, nie wszystkim się to jednak udało. Źródła różnią się pod względem bilansu ofiar, jednak najczęściej ich liczba określana jest na 46 osób. Rannych zostało ok. 80 pasażerów. Rok po tragedii liczba ofiar zwiększyła się o jeszcze jednego człowieka. Maszynistę jednego z pociągów, który cudem wyszedł z katastrofy pod Surowicami bez szwanku, lecz to, co zobaczył przypłacił głębokim szokiem, który wkrótce przerodził się w załamanie nerwowe. W efekcie odebrał sobie życie, rzucając się pod pociąg w okolicach Baborowa. OTŁOCZYN 1980 Największą jak dotąd katastrofa kolejową w dziejach powojennej Polski było zderzenie osobowego pociągu relacji Toruń Główny – Łódź Kaliska z towarowym składem pustych węglarek, zmierzającym z Otłoczyna do Wrocek (woj. kujawsko-pomorskie). Tragedia miała miejsce 19 sierpnia 1980, w czasie wielkiego strajku, którego owocem były narodziny Solidarności. Tło społeczno-polityczne nie miało jednak związku z katastrofą. O godzinie 4:18 ze stacji Toruń Główny odjechał opóźniony pociąg osobowy do Łodzi Kaliskiej. Około 4:20 ze stacji kolejowej Otłoczyn bez zezwolenia i po nieprzygotowanej dla niego drodze odjechał pociąg towarowy. Jego maszynista Mieczysław Roschek uruchomił pociąg, minął sygnał „Stój” i wskutek rozprucia rozjazdu krzyżowego wyjechał na niewłaściwy tor. WINOWAJCA ZGINĄŁ NA MIEJSCU Dyżurny stacji Otłoczyn natychmiast skontaktował się z posterunkiem kolejowym w Brzozie Toruńskiej i poinformował, że ze stacji Otłoczyn bez zezwolenia, po niewłaściwym torze odjechał pociąg towarowy. W czasie rozmowy okazało się, że dyżurna ruchu w Brzozie chwilę wcześniej widziała pociąg osobowy zmierzający Otłoczyna. Nie było wtedy żadnej łączności z maszynistami, a tym samym żadnych możliwości przeciwdziałania nadchodzącej tragedii. Około godziny 4:30 nastąpiło czołowe zderzenie pociągów (osobowy mknął z prędkością 85 km/h, towarowy ok. 33 km/h.). W wyniku zderzenia obie lokomotywy, trzy wagony pociągu osobowego i trzy wagony pociągu towarowego zostały doszczętnie zniszczone. Maszynista pociągu towarowego, a zarazem winowajca katastrofy, poniósł śmierć na miejscu. Jego pomocnik zmarł w szpitalu. Natomiast w pociągu osobowym maszynista odniósł ciężkie obrażenia, ale przeżył, z kolei pomocnik maszynisty zmarł. W wypadku poniósł także śmierć kierownik pociągu osobowego. Łączna liczba śmiertelnych ofiar tragedii pod Otłoczynem to 67 zabitych i 64 rannych. 130 OFIAR – TRAGICZNY REKORD 24 listopada 1944 roku w Barwałdzie Średnim (okolice Wadowic) wydarzyła się największa tragedia w historii kolei na ziemiach polskich. Pociąg relacji Zakopane – Kraków zderzył się z towarowym składem wiozącym zaopatrzenie dla okupacyjnych wojsk niemieckich. Pociąg osobowy w Kalwarii Zebrzydowskiej został skierowany drogą okrężna przez Wadowice i Spytkowice, gdyż tory prowadzące w kierunku Krakowa zostały uszkodzone przez partyzantów, wiedzących że biegnie tędy ważny szlak zaopatrzeniowy dla Wehrmachtu i SS. Dyżurny ruchu w Kalwarii Zebrzydowskiej szybko zorientował się, że pociąg osobowy wjechał na ten sam tor, po którym z przeciwnej strony poruszał się wojskowy skład towarowy. W mig wysłał za pociągiem osobowym parowóz, który sygnałami dźwiękowymi miał ostrzec maszynistę pociągu do Krakowa, ale ten nie usłyszał gwizdów. W wyniku zderzenia śmierć poniosło stu pasażerów, głownie mieszkańców Małopolski, a ponad sto osób zostało rannych. Liczba ofiar była tak wielka, gdyż skład osobowy stanowiły lekkie drewniane wagony, zwane boczniakami (składały się z trzech przedziałów bez korytarza wewnętrznego. Pasażerowie wchodzili do przedziałów bocznymi drzwiami, zamontowanymi w każdym z nich, stad nazwa wagonów, a konduktorzy chcąc przejść z przedziału do przedziału musieli poruszać się po stopniach na zewnątrz wagonów).

Przeczytaj więcej na podobne tematy:

  1. Wykoleił pociąg po pijaku, teraz stanie przed sądem
  2. 46 osób zginęło, 101 zostało rannych…
  3. A karetka wciąż nie przyjeżdżała…
  4. Pociąg zaplątał się w sieć. Utrudnienia w ruchu
  5. Uważajcie na rogatkach w Większycach
KATEGORIA: WERSJA PAPIEROWA

Protection Plugin made by Web Hosting